Donosicielstwo będzie nagradzane – tylko czy budżet to wytrzyma?

0
503

Donosicielstwo ma bardzo długą, niechlubną tradycję. Donoszenie było czynem haniebnym, odrażającym  i powszechnie potępianym zwłaszcza w czasie zaborów i obydwu wojen światowych, kiedy to konfidentom groziła kara śmierci najczęściej przez rozstrzelanie.

Później w czasach stalinowskich i PRL donosicielstwo kwitło przyczyniając się cierpień, a nawet śmierci niewinnych ludzi. Tym bardziej dziwi wprowadzana ustawa  o jawności życia publicznego, która do polskiego systemu prawnego wprowadza oficjalnie donosicielstwo. Rzecz jasna donosiciel nie jest w ustawie donosicielem, kapusiem lecz konfidentem tylko… sygnalistą.

sygnalista – osoba fizyczna lub przedsiębiorca, których współpraca z wymiarem sprawiedliwości polegająca na zgłoszeniu informacji o możliwości popełnienia przestępstwa 

Co ciekawe ustawa nie przewiduje żadnych negatywnych konsekwencji dla donosiciela gdyby się okazało, że jego donos jest wyssany z palca, za to rozpina nad nim parasol ochronny.

Czym to może to w praktyce skutkować? Każdy frustrat – zazdrosny sąsiad, zwolniony dyscyplinarnie pracownik, niezadowolony klient, nieudolny przedsiębiorca może bez obawy złożyć prawdziwy lub nieprawdziwy donos, za co dostanie wynagrodzenie i nie zapłaci od niego ani złotówki podatku.

Kadr z filmu Folwark Zwierzęcy

I tu się kłania historia od czasów powojennych do lat dziewięćdziesiątych a rzecz dotyczy dotyczy Polonii  Amerykańskiej. We wspomnianym okresie w Stanach Zjednoczonych nielegalnie przebywała ogromna ilość imigrantów z wielu państw w tym Polaków, którzy albo nielegalnie przedostali się na terytorium lub wygasła im wiza pobytowa.

Nie było tajemnicą, że ci ludzie podejmowali pracę, naukę w szkołach i uczelniach, zakładali działalność gospodarczą, kupowali nieruchomości bez stosownych dokumentów zaświadczających o legalnym pobycie. Nikt ich nie pytał o status ani pracodawcy, ani władze, ani policja.

Jedynym organem, który mógł ich zażądać był Urząd Imigracyjny INS, który przeprowadzał kontrolę wyłącznie na podstawie urzędowego wniosku formalnego lub zgłoszenia nawet anonimowego – czyli donosu. Prywatnie, nawet urzędnik INS który znał osobiście imigranta i wiedział że przebywa nielegalnie, nic nie robił do czasu, aż nie dostał sprawa nabierała formalnego biegu.

Do końca lat 80-tych za fałszywe donosicielstwo nie było żadnych konsekwencji. Ale mniej więcej w tym okresie do urzędów zaczęło wpływać zbyt wiele fałszywych donosów. Ponad 90% z nich dotyczyło Polaków. Donosili jedni na drugich. Mimo, że największą grupę nielegalnych imigrantów stanowili Latynosi nie notowano nawet pojedynczych przypadków.

Dla ułatwienia sobie pracy wprowadzono zatem opłatę w formie kaucji, która podlegała zwrotowi w przypadku potwierdzenia, lub przepadała jeśli ofiara donosu miała zgodę na pobyt, pracę lub była w trakcie procedur o nadanie statusu. To skutecznie wyeliminowało donosicielstwo.

Z powyższego przykładu można wysnuć wniosek, że ta ustawa może poważnie uszczuplić budżet państwa, który i tak chwieje się w posadach. Nie wiadomo dokładnie na ile wyceniani będą donosiciele, z informacji medialnych jednak wynika, że osoby udzielające „pomocy” organom państwowym mogą liczyć na zapłatę w wysokości do 1000 złotych, ale ich potencjalna liczba może być ogromna.